środa, 3 kwietnia 2013

Marzec vs kwiecień

W marcu "robiłam swoje", starałam się działać tak aby powolutku realizować moje postanowienia noworoczne. ALE marzec minął mi strasznie szybko i niestety nie do końca tak efektywnie jak zakładałam. Na uczelni co prawda się wyrabiam, licencjat dziubdziam powoli, ale ciągle coś przybywa. W pracy spędzam dużo czasu, itd... Niby wszystko ok, ale nie uczę się zupełnie angielskiego, bardzo mało ćwiczę i nie dbam o siebie wystarczająco. W sumie standard - coś tam robię, ale bez szału i bez większych zmian. 

W kwietniu zamierzam się skupić na odchudzaniu i podnoszeniu moich kwalifikacji w kontekście przyszłego poszukiwania nowej pracy. To są priorytety. 

Wezmę się wreszcie za ten angielski. Mam motywację do nauki po ostatniej wizycie na targach pracy.  W zasadzie w każdej korporacji (choć ja wolałabym jednak nie pracować w korpo), która przedstawiała swoją ofertę można dostać pracę nie mając żadnego kierunkowego wykształcenia, doświadczenia, wystarczy tylko dobrze znać angielski. No właśnie... 

Oprócz tego, postanawiam nie używać wymówki pt. NIE MAM CZASU. Muszę po prostu lepiej organizować sobie ten czas i nie tracić go na pierdoły, chcę wcześniej wstawać oraz znów ograniczyć siedzenie przed komputerem. Dyscyplina przede wszystkim! :) 

Mam nadzieję, że w kwietniu uda mi się ruszyć tyłek na tyle żeby pod koniec miesiąca widzieć jakieś wymierne efekty mojej pracy, a nie tak jak teraz... 

3 komentarze:

  1. Jeśli chcesz, mogę podesłać Ci kilka dokumentów od dietetyka w tym dietę około 1500 kcal"na studencką kieszeń". Daj znać:)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nie mam czasu" to najgłupsza wymówka pod słońcem ;) Też staram się lepiej organizować swój czas. Średnio mi narazie idzie, ale staram się! Dyscyplina przede wszystkim - tu się zgadzam w 100% ;)
    Powodzenia więc w kwietniowych bojach! :)

    OdpowiedzUsuń